
1. bez jajek
2. bez mleka
3. bez glutenu.
a wszystko to - jako Matka Karmiąca - na wszelki wypadek, bo Nina może mieć nietolerancję wszystkiego naraz... Jak się jednak przekonałam, na trzech dietach da się żyć, zwłaszcza, że najwyraźniej frykasy typu truskawki i czereśnie nie szkodzą dziecku nic a nic. Poza tym odkrywam nowe smaki i wynalazki, i jeśli czegoś mi brakuje, to lodów.
A to coś na zdjęciu to ciasto czekoladowe, nazwane przeze mnie szatanem, bo ma bardzo, bardzo ciemny kolor, który może rywalizować z odcieniem gorzkiej czekolady. Lepiej oddaje go zdjęcie skórki:

Świetnie pasuje do szatana szatańsko słodka syryjska konfitura z róży...
(W zanadrzu mam jeszcze gryczane ciasto marchewkowe, ale to innym razem, żeby nie zamieniać bloga w opisy diety matki karmiącej ;))