Aj aj aj! Jeśli między marcem a lipcem znajdziecie się w Paryżu, koniecznie musicie to zobaczyć! Wystawa "Berber Women of Morocco" organizowana przez fundację Pierre Bergé - Yves Saint Laurent. Do obejrzenia będzie między innymi biżuteria berberyjska ze zbiorów tych dwóch panów, która na co dzień znajduje się w Muzeum w Jardin Majorelle w Marakeszu, ale także ze zbiorów paryskiego Muzeum du quai Branly oraz ze zbiorów prywatnych, co może być arcyciekawe, bowiem sporo kolekcjonerów - zwłaszcza we Francji - interesuje się sztuką Afryki Północnej, a wiadomo, że zbyt wielu okazji do oglądania tych prywatnych skarbów nie ma.
Przy okazji dowiedziałam się, że podobno moda na tego typu kolekcje dotarła do Zatoki Perskiej - szejkowie wykupują całe zbiory i wywożą do swoich posiadłości - i tyle je widzieli :/ Więc tym bardziej napatrzeć się trzeba.
Kilka dni temu w Paryżu fundacja Pierra Bergé organizowała aukcję staroci, między innymi marokańskiej biżuterii. Co i za ile zostało sprzedane można zobaczyć tutaj. Lektura dla mnie bardzo ciekawa, zwłaszcza ceny :) O, taki naszyjnik na przykład poszedł za 350 euro, a zdjęcie zamieszczam tu, bo akurat niedługo w Multi-kulti.pl znajdziecie podobny wisior, identyczne Hamsy (Rączki Fatimy), a srebrne takież monetki już są od dawna w naszym posiadaniu (i Waszym też mogą być ;))
A propos, ostatnio znalazłam fantastyczną stronę pewnego włoskiego butiku, przy oglądaniu której szczęka opadała mi mocno, nie wiem już, czy bardziej przy cenach czy przy niektórych skarbach, na przykład takie kolczyki, o.... (600 euro). Z Uzbekistanu te cacka.
Mam jeszcze jeden ukryty cel dla którego piszę o tym wszystkim. Otóż od czasu do czasu, na szczęście rzadko, zdarzają się głosy zdziwienia co do cen biżuterii u nas. Otóż nie jest tania, choć z drugiej strony - nie jest też droga. Już kiedyś tu chyba pisałam, że cena drogiego naszyjnika jest porównywalna do ceny butów z sieciówki, które ponosimy jeden sezon... A taka biżuteria zostaje na lata, można ją nawet przekazać kolejnym pokoleniom - ja trochę z myślą o mojej córce z każdego wyjazdu muszę coś sobie przywieźć specjalnego. Staramy się wybierać stare rzeczy, które kosztują niemało. Ale są piękne, unikatowe, to nie jest chińska masówka. Nie twierdzę, że mają niesamowitą wartość muzealną, ale zdecydowanie mają swoje lata i mają wartość sentymentalną. Wyobraźcie sobie, ile i jakie historie wiązać się mogą z ich poprzednimi właścicielkami!
Mamy także rzeczy tańsze, wiadomo. Na przykład metalowe bransoletki czy niektóre wisiorki. Ale i one są z historią. Chcemy Wam proponować rzeczy, których nie znajdziecie gdzie indziej.
I - nieskromnie powiem - udaje nam się to :)
biżuteria etniczna - etno boho orient - naszyjniki tkaniny bransoletki poduchy kolczyki dekoracje blog
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maroko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maroko. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 18 lutego 2014
wtorek, 18 czerwca 2013
Fez, powrót.
Królewskie Fez, zdecydowanie jedno z moich ulubionych miast w Maroku. Spędziliśmy tu tym razem zaledwie dwa dni, ale - jak to w podróży - były to gęste dwa dni. Poprzednio byliśmy tu 5 lat temu, tym razem tak krótko, bo tu lądowaliśmy i plan zakładał, że musimy szybko ruszać dalej, na południe.
Ale przez te dwa dni z przyjemnością daliśmy się zagubić w uliczkach...
Absolutny must-have w Maroku: Pegaz na kółkach...(stracił jedno kółko, a wraz z nim zainteresowanie właścicielki, kilka dni później - ale to już było zupełnie inne miasto i zupełnie inna historia :)) - tu jeszcze leeeeci wysoko nad murami Fez :)
Ale przez te dwa dni z przyjemnością daliśmy się zagubić w uliczkach...
Absolutny must-have w Maroku: Pegaz na kółkach...(stracił jedno kółko, a wraz z nim zainteresowanie właścicielki, kilka dni później - ale to już było zupełnie inne miasto i zupełnie inna historia :)) - tu jeszcze leeeeci wysoko nad murami Fez :)
sobota, 27 października 2012
Maroko (wróciliśmy)
I już. Po podróży. Ponad dwa tygodnie w Maroku, trochę pojeździliśmy, zdeptaliśmy suki, wygrzaliśmy się, zasłodziliśmy miętową, mocno słodzoną herbatą.
Oczywiście było pięknie, kolorowo, przy rozpakowywaniu rzeczy wszystko czuć Marokiem, w szufladzie leży już i pachnie ambra, na parapecie aromatyczne świeczki, w szafce herbata ziołowa z płatkami róży. W dzbanuszku zaparzona herbata, kolorowe szklaneczki zaraz się zapełnią, tylko z cukrem u nas w domu krucho ;)
No i oczywiście - już niedługo na Bazarze MultiKulti znajdzie się sporo nowości. Biżuteria (będą i Dłonie Fatimy i berberyjskie 'kompasy', i kolczyki, wisiorki, monetki, Krzyże Południa), ale też poduchy z kilimów i kolorowe chwosty!
A na razie kilka zdjęć wybranych szybko, pomiędzy bardzo polskim rosołem a stosem daktyli na deser.
piątek, 5 października 2012
Maroko. Wspomnienia.
Tak było 4 lata temu. Podróż przez góry Atlas, drogi i bezdroża, noclegi w dziwnych miejscach, upał Marakeszu i chłód poranka w górach. Pięknie było. Za kilka dni znowu tam jedziemy, tym razem bezdroża nie dla nas - nie wynajmiemy samochodu, no i podróżować będziemy w towarzystwie naszej półtorarocznej Podróżniczki. Plany mamy spokojne, a co z nich wyniknie, zobaczymy :) Byle nie zapeszać, bo póki co żyjemy w niepewności co do pierwszego etapu lotu - dzięki totalnej zawodności włoskich linii lotniczych (nazwy nie wymienię, ale chyba jest jedna???), która nie szczędzi nam nerwów dwukrotnie już odwołując nasz lot :/ Prosimy o trzymanie kciuków, bo bardzo chcemy wrócić do Maroka!!
środa, 8 czerwca 2011
ghassoul, czyli błotko
kiedyś bardzo, bardzo dawno temu zapowiedziałam nowy mini-cykl na blogu - etniczna toaletka. Na jednorazowym poście się skończyło i teraz chętnie nadrobię braki. Poza oczywiście biżuterią, z podróży przywożę najchętniej różne szmaty (w postaci dziwnych ciuchów albo po prostu tkanin), przyprawy i inne wynalazki kulinarne, oraz właśnie egzotyczne kosmetyki. Takie jak marokańska glinka ghassoul (zwana też rhassoul). Ale nie ta pięknie zapakowana i dodatkowo naszpikowana zapachami, bajerami i inną chemią, tylko taka surowa, najzwyklejsza na świecie, kupiona w jakimś zwykłym markecie. Kładzie się toto, rozmoczone, na przykład na twarz, czeka trochę, po czym zmywa i... oczywiście powala się idealną cerą ;) i nie trzeba tej cery tak zasłaniać, jak pani na opakowaniu. Zwłaszcza, że na oczy nie działa...
poniedziałek, 3 stycznia 2011
2011
czwartek, 21 października 2010
Powrót do Maroka
to jedno z moich ulubionych zdjęć z Maroka, nie wiem, dlaczego do tej pory się nie pojawiło? słynne farbiarnie skór na dachach starego miasta w Fez...
już wcześniej była w MultiKulti garść zdjęć z farbiarni z Fez - to zupełny przypadek, że pojawiły się niemal dokładnie rok temu!
sobota, 22 maja 2010
woda różana
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
niedziela, 14 lutego 2010
dziewczyna MultiKulti: Hindi Zahra
Hindi Zahra - Beautiful tango
Hindi Zahra - Handmade | MySpace Music Videos
ostatnio odkryta i dzięki temu jeszcze nie całkiem pogrążam się w depresji.
Hindi Zahra : korzenie ma berberyjskie, mieszka we Francji, śpiewa po angielsku i w dodatku o tym, że 'beautiful tango'...
teledysk - kręcony w Meknes i Fez (Maroko) reżyserował sam Tony Gatlif!
no i te pierścionki!!
poniedziałek, 1 lutego 2010
marakesz
wtorek, 26 stycznia 2010
sobota, 14 listopada 2009
hare hare harira!
o marokańskiej kuchni nasłuchałam i naczytałam się przed wyjazdem mnóstwo. miało być tak, jak lubię - gęsto, bogato od przypraw, esencjonalnie... na miejscu były głównie kości, trochę warzyw i pyszne różności na bazie jogurtu. niemniej na pewno było bardzo eko - wszystko prosto z pastwiska (jagnięcina, baranina) czy grządek. problemem było już śniadanie: poza dużymi miastami, gdzie na ulicy można zjeść coś a'la naleśniki (z warstwą masła, głównie), pozostaje właściwie jajecznica. 'berberyjska' może być z pomidorami czy oliwkami. od rana w przydrożnych jadłodajniach (szumna nazwa) stoją na węglach tadżiny, ale gotowanie w nich trwa długo no i niekoniecznie ma się ochotę na kości z barana o 10 rano... opiewany kuskus, który miał lecieć z nieba niby manna, okazał się być rarytasem, o który trzeba było specjalnie pytać szefa kuchni... rzadko był dostępny, wręcz czasami inni klienci słysząc, na co mamy ochotę, trochę z nas pokpiwali... ale jak już ten kuskus był – to był wspaniały!
Papka na zdjęciu powyżej to moja wariacja na temat zupy harira. Podobno jada się ją w Ramadanie (nie zauważyłam), my jedliśmy ją w Imilchil, na wielkim targowisku, w polowych warunkach. na zdjęciu niżej nasza harira stoi w tym wielkim garze.
Przepisów na harirę jest mnóstwo, najważniejsze, żeby była pikantna, z ciecierzycą i pomidorami. zwykle robiona jest na wywarze z mięsa, ja do swojej dorzuciłam tylko jakieś resztki kurczaka. oto moja wersja.
harira:
cieciorka (u mnie świeża, namoczona wcześniej, może być puszka)
garść soczewicy czerwonej
1 kostka rosołowa (albo wywar)
woda (ok.litra)
1 pęczek natki pietruszki, posiekany
1 pęczek kolendry, posiekany
1 pęczek mięty, posiekany
puszka pomidorów
Warzywa (do wyboru: papryka, dynia, cukinia, marchewka... co tam w lodówce...)
2 cebule, posiekane
przyprawy:
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczki mielonego imbiru
1 łyżeczki mielonego kuminu (u mnie cały)
1 łyżeczki mielonego pieprzu
2 łyżeczki mielonego cynamonu
szczypta soli
2 łyżeczki mąki
cytryna
olej
*ciecierzycę ugotować na prawie miękko – dojdzie w zupie.
do wrzącej wody wrzucić kostkę rosołową, dodać ciecierzycę, soczewicę, pomidory, warzywa (u mnie pokrojona w paski zielona papryka i starta marchewka).
na patelni podsmażamy cebulę, dorzucamy przyprawy, chwilę smażymy – uwaga, żeby się nie przypaliły! dodajemy trochę wody, dusimy kilka minut. rozprowadzamy mąkę.
jak wszystko się ładnie zagęści (uwaga na grudki), rozprowadzamy wywarem i gotowy zagęszczacz przekładamy do zupy.
pod koniec dodajemy zioła (u mnie ubogo – tylko pietruszka), przed podaniem wciskamy cytrynę (do smaku)
i już!
sobota, 7 listopada 2009
życie towarzyskie
kawiarnia (choć stojący na węglach tadżin wskazuje, że również restauracja, broń boże nie fast food) gdzieś w górach, Maroko
zbiorowe życie towarzyskie biżuterii :)(bransoletki czerwone:
(najgrubsza): koral, srebro, lapis lazuli, turkus;
z kuleczek: koral, turkus, srebro (NIEAKTUALNE);
najciemniejsza: jaspis czerwony, srebro)
..i jeszcze jeden berberyjski lokalik
czwartek, 5 listopada 2009
potrójnie złożona
niedziela, 1 listopada 2009
zadyma
Maroko, cmentarz w Fez. choć malowniczy i z widokiem na miasto (leży na wzgórzu), to zwiedzanie jest ryzykowne. nas... napadnęto - jakkolwiek groźnie to brzmi, w efekcie my mieliśmy zszargane nerwy i stracony czas, za to jeden z napastników miał zszarganą koszulkę :) a te u nich w cenie! (przeze mnie zszarganą!!!)
srebrne kolczyki z fasetowanym kwarcem. dymnym.NIEAKTUALNE
niebiańsko...
piątek, 30 października 2009
super blue
czwartek, 29 października 2009
róż bez kolców
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































